Here you can watch a trailer of the upcoming video for 'Nothing is
Dark During Sunrise' from last Lord Wind's album 'Ales Stenar'. You can
also purchase an album via Wolftyr Prods (CD and LP) or Werewolf
Promotions (cassetes).
Lord Wind is a neofolk side-project of Rob Darken (Graveland).
From polish folk rockers - ALNE: 'We are working on our new album! The drums have already been recorded and this month we are recording the guitars. The new line-up is:
Well, the line-up is not the only new thing, our songs are totally different. Just listen to the drums from one of the new songs…(here - Vlad.) As with our debut album, this time the themes of the lyrics are inspired by the native faith, the spirituality of the land ALNE comes from, the spiritual traditions of Slavonic and old Prussian people. Three texts were prepared by Alne, but the rest of the lyrics were written by contemporary “pagan” poets – Wojciech Mytnik and Piołun… More details about the lyrics available soon.
We have prepared 9 songs, including the cover version of ,,A Mask in the Mirror” by Ved Buens Ende.
From norwegian progressive band IN VAIN:
'IN VAIN JOIN NIFLHEIM FESTIVAL TOUR AS SPECIAL GUESTS
We will join Niflheim Festival Tour 2014, March 7 - 15, together with Borknagar, Månegarm, Ereb Altor and Shade Empire.
Johnar Håland (In Vain) comments: “After the great reception of our latest release ‘Ænigma’, we are delighted to be back on tour in March. We are joining as special guests on the Niflheim Festival, which will be headlined by the Norwegian legends Borknagar, who are making a long awaited comeback as a touring band. The package is also including Månegarm, Ereb Altor and Shade Empire. See you on the road!”
SLAVOGORJE, croatian project which plays a mixture of metal, folk and neofolk is returning after five years break. The upcoming full-lenght album is announced to be released in this year via Werewolf Promotions. More info - soon.
Since 25th of February you can order a second full-lenght album of AGAEL, entitled 'Trost'. It's a one-men project from Germany, playing black metal with dark ambient influences. The whole stuff will be released via Naturmacht Productions on CD.
Italian progressive post black metal aesthetes JANVS have re-arranged and completely re-recorded their debut demo tape “Nigredo” from 2004. The band took this decision after constant demand from the public, due to the success of their two albums “Fvlgvres” in 2007 and “Vega” in 2008. The revernissage of their classic “tape” will include as bonus track a cover of Enslaved “793” with ‘the man’ Ivar Bjornson as special guest on lead guitar. Italian talented designer Francesco Gemelli took care of the album’s new artwork! ”Nigredo” will be released by Avantgarde Music in deluxe 4-panel digipak with 12-page booklet in the end of February 2014 and is available since today in the label’s Bandcamp page.
American atmospheric black metallers WAYFARER from Denver, Colorado has revealed the first details of their debut full-length album “Children of the Iron Age“, scheduled for release in digital and physical form the summer of 2014. The band has released so far a demo in 2012 with incomplete line-up, so “Children of the Iron Age” is actually the first complete work of the band, having a running time of 68 minutes. It was recorded at Flatline Audio in Westminster, Colorado with Shane Howard (Martriden), mixed and mastered in the same studio by Dave Otero (Cobalt, Primitive Man, Nightbringer). Wayfarer have unveiled the beautiful cover artwork by the fantastic Stigma: Sam Nelson’s Art, as well as the album tracklist. In the Bandcamp page you can listen to the song “Forests Ash by Dawn” from the upcoming album and get a taste of their music.
What is Tyr - propably everbody who likes folk metal (or even metal in general) knows. This faroese band is quite long on a scene, and 'Valkyrja' is their (let me just count...) album number seven.
I was very dissapointed by the previous longplay'The Lay of Thrym'. It had continued the more heavy-metal course that was initiated on 'By the Light of the Northern Star', but at the same time it was totally mediocre. Boredom, in one word, potentiated by the fact that Tyr plays music in very similar style on every album. So I was kinda sceptical about the new release, but happily the guys decided to record this time something with a soul. I have also a feeling that it's even more purely heavy-metal than 'By the Light...' and 'The Lay...'. Maybe it's just my imagination, but listen for example to such 'Blood of Heroes' or 'Into the Sky' - isn't it obviously inspired by Iron Maiden and other NWoBHM masters? Mostly the tracks have quite a big power - they are melodic, catchy and pugnacious so that the head after some time automatically starts to bang. Maybe the music is not very aggressive, it's calmer than two last longplays, but it has defenitely a soul.
There are also two tracks that should remind you older albums - 'Grindavísan' and 'Fánar Burtur Brandaljóð'. Sung in the national tongue of Faroe Islands, inspired by the folk music of that region. Well, as always it sounds good - those are one of my favourite songs. To be honest I prefered Tyr playing that more folk-oriented music, but I understand that they had to put some new elements into their music. So let's say that it's quite OK for me. There is also one novelty here - 'The Lay of Our Love', with guest vocals by Liv Kristine. To be honest it's just a tearful ballad, played completely in rock way. It's good that the guys at last tried to compose something different, but it doesn't make a bigger impression on me. It's not bad though, and one such song on the whole album is a nice ornament.
So as you can see - the whole album could be written in one sentence. 'Tyr recorded music in the same style again - and this time it's good". Some of the old fans will propably gruble that Tyr stands in the same point, bringing them more or less the same music as on 'By the Light...'. Others will say that this is good, just not very revolutionery. And of course there are younger/new fans, who will be very excited because everything that they need to be happy are vikings and pugnacious music. In which category you are - you'll decide. Personally for me the album is really OK, but I am not sure if it is solid enough to defend itself in the future. Time will tell.
Rate: 7+/10
Check out a video-clip for the track 'Blood of Heroes':
This is the polish version of the interview. The english one will be published soon.
Przeczytaj także reckę ich debiutanckiego materiału (tutaj) Jarun to nowy twór na naszej rodzimej scenie, parający się graniem muzyki z pogranicza black/folk/progressive i zresztą nie tylko. W 2012 roku wydali swój debiut, "Wziemiozstąpienie", robiący wręcz piorunujące wrażenie, będący czymś świeżym i nieszablonowym. O tym zaś dlaczego zespół nie lubi określenia "pagan metal", jak przebiegają prace nad nową płytą, skąd wzięło się u niego zainteresowanie ludowością oraz o ograniczonych horyzontach co poniektórych opowiada Zagreus - gitarzysta i lider grupy. 1. Witam! Jak tam odzew na wasz debiutancki album "Wziemiozstąpienie"? Z tego co zdążyłem zauważyć wszędzie was chwalą, nie tylko w Polsce ale i za granicą.
Witaj. Owszem, nie możemy narzekać. Przed nagraniem nie bardzo wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać. Nie liczyliśmy na wiele i dlatego odzew na nasz debiutancki materiał przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Szczerze mówiąc nie spodziewaliśmy się aż tak przychylnych recenzji i pochlebnych opinii. Początkowo byliśmy naprawdę zaskoczeni, ale z czasem, gdy recenzji przybyło i niemal wszystkie okazały się bardzo pozytywne, by nie rzec entuzjastyczne, uwierzyliśmy w końcu, że udało nam się nagrać naprawdę niezły album. Z jednej strony to oczywiście bardzo dobrze, z drugiej, powiesiliśmy sobie poprzeczkę naprawdę wysoko i teraz ciężko będzie ją przeskoczyć. Ale robimy co możemy by nam się udało.
2. No właśnie, wszelkie recenzje (czy to dobre czy złe) oddziałują na was w jakiś sposób? Dużo kapel twierdzi że ma totalnie w dupie jakiekolwiek opinie, a jak to jest w waszym przypadku?
Oczywiście, że recenzje wpływają na zespół. Każdy zespół. Na nas też. Ci którzy twierdzą inaczej kłamią, albo są zwykłymi pozerami. No chyba, że siedzi się głęboko w piwnicy i nagrywa jakieś „kultowe” charkoty, dla wąskiego grona wtajemniczonych „prawdziwków”. Wtedy może faktycznie nie dba się o recenzje. Z tej prostej przyczyny, że nie bardzo ma kto taką twórczość recenzować.
W naszym przypadku jest tak, że pozytywne, pochlebne recenzje zawsze dają nam mniejszego lub większego kopa. Utwierdzają w przekonaniu, że to co robimy ma sens, że jesteśmy na właściwej drodze. Te złe z kolei, jeśli tylko krytyka w nich zawarta jest konstruktywna i merytoryczna, pozwalają spojrzeć na własna twórczość z odpowiedniego dystansu, dostrzec braki i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Ale oczywiście nie jest tak, ze recenzje wpływają na naszą muzykę, na to co tworzymy. W tej kwestii nie zamierzamy sugerować się zewnętrznymi opiniami i myślę, że powstająca właśnie druga płyta, w pełni to udowodni.
3. Zespół zaczynał jako solowy projekt Zagreusa. Nie chcę zadawać tutaj nudnych pytań o historię, ale chciałbym wiedzieć jak duży wkład w muzykę wnieśli pozostali członkowie zespołu w trakcie nagrywania "Wziemiozstąpienia"? W ogóle zespół działa w sposób demokratyczny, czy panuje w nim niepodzielnie tyrania Zagreusa haha?
Proces powstawania „Wziemiozstapienia” był dosyć długi i skomplikowany. Wprawdzie cały materiał powstał dawno temu i w momencie formowania się zespołu, był właściwie ukończony, to jednak wpływ pozostałych członków kapeli na jego ostateczny kształt był naprawdę bardzo duży. Szczególną rolę odegrał rzecz jasna drugi gitarzysta, Rolsen. To tak naprawdę jego świetne partie, szczególnie gitar akustycznych, sprawiły, że ten materiał nabrał odpowiedniego charakteru. Stał się znacznie ciekawszy i bardziej oryginalny. W tej chwili już nawet nie wyobrażam sobie tej płyty bez jego udziału. Co do pozostałych muzyków to ich wpływ na ostateczny kształt płyty również był niebagatelny. Każdy z nich odwalił kawał świetnej roboty w trakcie sesji nagraniowej i tylko dzięki nim ta płyta jest tak dobra (w każdym razie w opinii większości recenzentów i fanów).
Co do drugiej części Twojego pytania, to cóż... Myślę, że stosunki wewnątrz zespołu Jarun mają jednak znacznie więcej wspólnego z demokracją niż z tyranią. Wszyscy członkowie zespołu mają bardzo duży wpływ na jego funkcjonowanie, szczególnie jeśli chodzi o decyzje logistyczno-organizacyjne. Ostateczne zdanie faktycznie najczęściej należy do mnie, ale nie robię nic, z czym nie zgadzałaby się reszta kapeli. Myślę, że ten układ najlepiej określa łacińska formuła primus inter pares. Wszyscy jesteśmy równi, ale to ja podejmuję końcowe decyzje. Zwłaszcza te muzyczne.
4. Co do członków zespołu, niedawno wasze szeregi opuścił Radoslav. Jak wam idą poszukiwania nowego perkusisty? Macie już jakichś godnych kandydatów na to stanowisko?
Rozstanie z Radoslavem, było trudną decyzją, dla obydwu stron. Na szczęście przebiegło w miłej i przyjacielskiej atmosferze, co bardzo mnie ucieszyło, bo bardzo obawiałem się tego kroku. Niestety nie było innego wyjścia. Obowiązki Radoslava, związane z grą w jego drugim (a właściwie pierwszym) zespole, Pneumatic Frost, nie pozwalały mu na skupienie się w wystarczającym stopniu na grze z nami. Wpływało to bardzo negatywnie na nasze funkcjonowanie. Musieliśmy wielokrotnie rezygnować z ciekawym propozycji koncertowych, mieliśmy problemy z regularnymi próbami itd. Prędzej, czy później nasze drogi musiały się rozejść. Pozostajemy jednak w bardzo przyjaznych stosunkach i życzymy mu powodzenia i sukcesów.
Co do poszukiwań nowego perkusisty to prowadzimy wstępne rozmowy z potencjalnym kandydatem na to stanowisko. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo nie mam pewności jak potoczą się sprawy, ale jest to świetny, doświadczony muzyk i jego obecność w naszym zespole na pewno bardzo by go wzmocniła. Mimo wszystko jesteśmy również otwarci na każdą opcję i jeśli pojawią się inni kandydaci do objęcia stanowiska naszego perkusisty to na pewno weźmiemy to pod rozwagę.
5. OK, przejdźmy do pytań stricte muzycznych. Wasz debiut przynosi światu dość świeżą porcję black metalu okraszonego wpływami muzyki ludowej, szczyptą progresji i nie tylko. No właśnie, co zadecydowało o tym że ten materiał brzmi tak a nie inaczej? Podejrzewam że nie wpadliście na pomysł grania takiej muzyki ot tak sobie, ale wpłynęły na was różne mniej lub bardziej odległe od metalu zespoły.
To wbrew pozorom bardzo trudne pytanie. Ciężko jest mi wskazać jakieś konkretne źródła inspiracji, sypnąć nazwami kapel, które wpłynęły na naszą muzykę. Moje osobiste preferencje muzyczne są bardzo rozległe. Słucham bardzo wielu gatunków, często bardzo od siebie odległych. Tak naprawdę potrafię odnaleźć coś wartościowego niemal w każdym nurcie, pod warunkiem, że jest to muzyka prawdziwa i szczera, nagrana z miłości do niej samej, a nie dla zdobycia sławy i pieniędzy. Od jazzu po death metal, od bluesa po ambient. Oczywiście nie wszystkie te inspiracje da się bezpośrednio odnaleźć na naszej płycie, ale wciąż w takiej czy innej formie są tam obecne.
Jeśli chodzi o sam pomysł na Jarun, to w początkach istnienia kapeli, gdy funkcjonowała ona jeszcze jako jednoosobowy projekt, dosyć mocno wpływała na mnie ówczesna scena black-folk, czy też jak kto woli pagan metalowa. Nie mówię tu oczywiście o jakimś melodyjnym „pitoleniu”, wesołych klonach rosyjskiej Arkony i tym podobnych tworach. Mam na myśli kapele mocniej osadzone w black metalu. Scena ukraińska, grecka, w mniejszym stopniu skandynawska, również kilka polskich kapel. Potem to wszystko nieco się zmieniło, rozmyło. Jarun jako pełnowymiarowa kapela zaczął ewoluować, szukać własnej ścieżki. Myślę, że częściowo nam się to udało, a na pewno uda się w przyszłości. Nie zamierzamy narzucać sobie żadnych ograniczeń. Zapewne pozostaniemy na metalowym, czy też ściślej black metalowym poletku, ale na pewno nie będziemy trzymać się kurczowo tego co wypracowaliśmy na pierwszej płycie. Nie oglądamy się na innych. Gramy swoje, a jakie będą tego efekty, czas pokaże.
6. Zróżnicowanie "Wziemiozstąpienia" wydaje się być jego najmocniejszym atutem. W jednym utworze mogą pojawić się motywy quasi-folkowe, rockowe ciągotki czy czysto blackowa furia. Zdecydowanie wychodzi wam tworzenie nieszablonowych numerów. Myślisz że to właśnie wyróżnia was na tle setek podobnie brzmiących zespołów - umiejętność tworzenia czegoś nowego z niezliczonej ilości różnych wpływów?
Myślę, że tak. Staramy się trzymać z daleka od szablonowych zagrywek, modnych trendów i ogranych patentów. Oczywiście nie da się wymyślić metalu na nowo i pewne elementy dla niego charakterystyczne w naszej muzyce są i będą. Zagrywek kojarzących się z tym czy innym podgatunkiem, z takim czy innym wykonawcą chyba nie da się uniknąć, jeśli chce się pozostać w granicach określonego stylu. Staramy się tylko różnicować utwory w ramach całego materiału. Nie ma nic gorszego i nudniejszego niż płyta składająca się np. z dziesięciu utworów utrzymanych w tym samym tempie i stylistyce. Choćby poszczególne kawałki były znakomite, to całość musi w końcu zanudzić. My do każdego numeru staramy się podchodzić indywidualnie. Nie ma u nas miejsca na powtarzalność i recykling pomysłów.
Myślę, że wraz ze zwiększaniem się roli Rolsena jako kompozytora i twórcy, jeszcze bardziej zaczniemy się oddalać od standardów gatunku. To człowiek wywodzący się z odmiennych środowisk, miłośnik nieco innych dźwięków i dzięki temu nie obarczony bagażem black metalowych schematów. To sprawia, że nasza muzyka może nieustannie ewoluować.
7. Celowo także do określenia waszej muzyki nie użyłem określenia pagan metal, bo wiem że za nim nie przepadacie. Mimo wszystko z tego co zauważyłem parę osób zdążyło już się na was obrazić za to, że nie zadeklarowaliście się jasno jako czciciele pogańskich bogów haha! Nie uważasz że jednotorowe, schematyczne myślenie jest zmorą dzisiejszych czasów? Że ludzie, mimo łatwego dziś dostępu do wszelakich informacji lubią uproszczenia i patrzenie na świat w czarno-białych barwach?
Mówiąc szczerze nieco mnie to przeraża. Nie ma nic gorszego niż odbieranie świata w sposób jaki opisujesz. To prosta droga do wszelkich skrajności, ekstremizmów i fanatyzmu. I nieważne, czy chodzi o stronę prawą, czy lewą, o katolików, pogan, czy kogokolwiek innego. Wąskie, jednotorowe myślenie jest zmorą naszych czasów. Z niepokojem dostrzegam jego symptomy wśród ludzi, z którymi się niegdyś identyfikowałem, a w jakimś stopniu identyfikuję nadal. Wśród "metalowców", fanów ciężkich dźwięków, którzy "za moich czasów" postrzegani byli jako osoby otwarte i o szerokich horyzontach. Dzisiaj wszędzie dokonują się podziały. Zupełnie zbędne i bardzo niebezpieczne, nie tylko dla szeroko rozumianego podziemia, ale i dla całego społeczeństwa.
Dlatego Jarun, choć sięgający korzeniami gdzieś tam głęboko, do rodzimych tradycji, stara się trzymać jak najdalej od tego typu tematów. Staramy się by nasz przekaz był jak najbardziej szeroki, jak najbardziej uniwersalny. Nie poruszamy w naszych tekstach tematów religijnych, politycznych, czy społecznych, nie z obawy przed wywołaniem kontrowersji lub wzbudzeniem czyjejś niechęci, ale dlatego, że są to sprawy całkowicie wtórne. Pochodne człowieczeństwa. Głębszych myśli i uczuć, za którymi to wszystko się kryje. I o tym chcemy mówić.
Jeśli chodzi o moje osobiste poglądy i przekonania, to są one MOJE. Nie wynikają z chęci przynależności do jakiejś grupy, wpisania się w jakiś trend, czy społeczno-polityczną normę. Czerpię z różnych źródeł, z różnych stron, tworząc swój własny światopogląd. 8. No właśnie, niektórzy psioczą że koncept Jarun nie obraca się wokół potęgi słowiańskich bóstw i upadku chrześcijaństwa. Mógłbyś więc nakreślić co chcieliście słuchaczom przekazać za pomocą swoich tekstów? Nie chodzi mi tu o narzucanie swojej interpretacji albo szczegółowe analizy - raczej o ogólniki, słowa-klucze dla tych którzy z waszą twórczością jeszcze się nie zetknęli.
Jeśli mam być szczery to nie przepadam za tego typu pytaniami. Zbytnio kojarzą mi się ze szkolnym: "co poeta miał na myśli" ;) Jak już wspomniałem powyżej, staram się w swoich tekstach poruszać tematy uniwersalne. Mówić o tym, co tkwi gdzieś głęboko w każdym z nas. O myślach, uczuciach, pragnieniach, które w jakimś stopniu dotyczą każdej myślącej jednostki. Dosyć często używam w tym celu metaforyki odwołującej się do przyrody, stąd niektórzy interpretują je jako nieco „pogańskie”. I przed taką interpretacją też się nie bronię, chociaż jest dosyć daleka od tego, co chciałem przekazać. Daję wolną rękę naszym słuchaczom. Cokolwiek wydobędą z naszych tekstów, będzie w porządku. Nie narzucałem i nigdy nie będę narzucał jakiegoś jednego, „prawidłowego” sposobu odczytywania. 9. Zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej czy graficznej mimo wszystko bije od was pewien ludowo-pogański sznyt. Dlaczego zdecydowaliście się sięgnąć po tego typu motywy i jak ważne są one dla was? Kultura ludowa zdaje się wymierać, uważasz że przerabianie jej w ten sposób w jakiś tam sposób podtrzymuje ją przy życiu?
Na początku trzeba by ustalić i oddzielić to, co faktycznie jest kulturą ludową, od tego co jest tylko naszym wyobrażeniem na jej temat. Tysiąc lat chrystianizacji sprawiło, że dzisiejsza duchowość, obrzędowość i szeroko rozumiana kultura ludowa jest całkowicie przesiąknięta chrześcijaństwem. I trzeba się czasami bardzo namęczyć, by dotrzeć do tych najbardziej pierwotnych, archaicznych, pogańskich pokładów. Ja miałem to szczęście, że wychowywałem się w regionie gdzie ludowe, czasami bardzo stare tradycja są wciąż żywe, a przynajmniej były żywe, gdy ja byłem dzieckiem. Gdy byłem niegrzeczny babcia straszyła mnie mamunami i boginkami, a gdy włóczyłem się gdzieś bez sensu i celu, dziadek dla żartu nazywał płanetnikiem. Coś takiego nie może pozostać bez śladu ;)
Jeśli chodzi o Jarun, to najpierw była muzyka, dopiero potem otoczka. W młodości nasiąkałem ludowymi, tradycyjnymi dźwiękami i później znalazło to ujścia w tworzonych przeze mnie melodiach. Gdy powstały zarysy pierwszych utworów i gdy postanowiłem zamiast chować to do szuflady, stworzyć osobny projekt, a w dalszej perspektywie zespół, wtedy dopiero zacząłem zastanawiać się nad nazwą, otoczką itd. Z racji nasycenia muzyki elementami folkowymi, kierunek wydał mi się oczywisty. Niebagatelny wpływ na tę decyzję miały też moje pozamuzyczne zainteresowania. Jako historyk-amator i niedoszły archeolog od zawsze pasjonowałem się tego typu tematyką. A tak się złożyło, że akurat okres wczesnego średniowiecza i najdawniejsze dzieje słowiańszczyzny zawsze były mi szczególnie bliskie. Jeszcze w czasach, gdy nie tylko nie słuchałem takich dźwięków, ale nawet nie wiedziałem o ich istnieniu ;)
Co do ostatniej części Twojego pytania... Cóż, czasem wydaje mi się, że już jest za późno. Kultura ludowa już dawno wycofała się do zamkniętych enklaw w muzeach, skansenach, czy sztucznie tworzonych grupach folklorystycznych. W życiu codziennym, poza paroma świątecznymi tradycjami jest już właściwie nieobecna. Bierze się to oczywiście z szeroko rozumianego postępu. Zmian nie tyle w mentalności, czy duchowości, ale raczej w zewnętrznych przejawach życia. To postęp cywilizacyjny, technologiczny, sprawia, że archaiczna, ludowa kultura zamiera. Czy unowocześnianie jej, przerabianie według współczesnych trendów w czymś pomoże? Tego nie wiem. Ale na pewno nie zaszkodzi ;) A już na pewno zwiększy jej żywotność i pozwoli na nowo dotrzeć do szerszych grup odbiorców.
10. Dobra, teraz czas na moje ulubione pytanie: neopogaństwo. Wiem że członkowie zespołu nie należą do żadnych tego typu ruchów, i wiem że mimo to darzycie je pewną sympatią. Czy twoim zdaniem mają one jednak rację bytu w naszych zdigitalizowanych, gnających przed siebie na oślep czasach? Kultura ludowa wymiera na naszych oczach z powodu postępującej powszechnie globalizacji, myślisz że taki sam los czeka i rodzimowierstwo które jest przecież w pewien sposób związane z ludowością (albo samo się z nim związało - zależnie od punktu widzenia).
Neopogaństwo, rodzimowierstwo, czy jakkolwiek ten ruch zwać, jest właśnie odpowiedzią na cywilizacyjny postęp i szaleńcze tempo naszych czasów. Istnieją ludzie, którym to po prostu nie odpowiada, którzy szukają oparcia i wytchnienia w tym co głębsze, może w jakimś tam sensie prawdziwsze, a na pewno naturalniejsze i „zdrowsze”, niż konsumpcyjna pogoń nie wiadomo za czym. W tym sensie faktycznie jest mi ono bardzo bliskie. Jako zbliżenie do natury, do tradycyjnych sposobów patrzenia na świat.
Myślę, że postępująca globalizacja, wszelkie zmiany cywilizacyjne tak naprawdę nie zagrażają tego typu ruchom. Wręcz przeciwnie. W czasach takich jakie mamy teraz, jest coraz więcej zapotrzebowania na coś głębszego, ważniejszego i niematerialnego. Wrażliwe jednostki były, są i będą. W momencie, gdy tradycyjne religie w dużej mierze się zdyskredytowały, straciły na sile i wiarygodności, otwiera się pole do popisu dla wszelkich możliwych form „alternatywnej duchowości”, w tym również, a może przede wszystkim, dla ruchów rodzimowierczych. Myślę, że póki co, przynajmniej przez jakiś czas jeszcze, będą rosły w siłę, kosztem chrześcijaństwa i innych, usystematyzowanych religii.
11. Jeszcze tylko jedno pytanie okołopogańskie i kończę cię o to męczyć :] Większość prawdziwych i mrocznych rodzimowierców z kręgu pagan metalowego lubi powtarzać że upadek chrześcijaństwa doprowadzi do powrotu do korzeni. Jakiś czas temu jednak spotkałem się z opinią że to właśnie ewentualny upadek chrześcijaństwa przyniósłby jednocześnie ostateczny upadek dla kultury ludowej - a co za tym idzie również wszelkiego zainteresowania "pogańskością". Co o tym sądzisz? Wiesz, dla przeciętnego Polaka (który o rodzimej mitologii nie ma zielonego pojęcia) te przeżytki praktyk pogańskich są związane nierozerwalnie z chrześcijaństwem, więc moim zdaniem częściowo mogłoby się tak stać.
Każdy potrzebuje wroga;) Wroga, który zmusza do rozwoju i do ciągłej czujności. Wroga, który inspiruje i pobudza do działania. Bez którego popada się w lenistwo i samozadowolenia. Dla rodzimowierców takim naturalnym wrogiem jest właśnie chrześcijaństwo i inne „oficjalne” religie, zwłaszcza monoteistyczne. W dużej mierze, to właśnie w opozycji do nich ruchy neopogańskie budują swoją tożsamość, to w walce z nimi hartują się i wzmacniają. Nie oznacza to jednak, że ich ostateczny upadek (na który osobiście bardzo liczę) pociągnie za sobą również upadek rodzimowierstwa. Może jednak faktycznie nieco go osłabić. Dużo zależy od tego, w która stronę pójdą ruchy neopogańskie. Jeśli pozostaną tym, czym są, czyli w dużym stopniu elitarnym zrzeszeniem osób połączonych wspólną pasją i podobnym typem wrażliwości, to myślę, że nic im nie grozi. Jeśli jednak sprzeniewierzą się sobie i ulegną pokusie zajęcia miejsca opuszczonego przez duże religie, wtedy wiele osób się od nich odwróci.
Co do łączności pomiędzy kulturą ludową a neopogaństwem, to tak naprawdę jest ona stosunkowo niewielka. Rodzimowiercy odtwarzają to co dawno stracone, budują swoją tożsamość tak naprawdę od podstaw. Tradycje ludowe, od tysiąclecia poddane ostrej chrystianizacji, zachowały bardzo niewiele ze swoich archaicznych rysów i ich nieuchronne zaniknięcie pod wpływem cywilizacyjnego rozwoju nie powinno w żaden sposób wpłynąć na kondycję ruchów neopogańskich.
12. Dobra, to pomówiliśmy o waszym debiucie, o pogaństwie i o kulturze ludowej, czas pomówić o nadchodzącej płycie. Czego możemy się spodziewać po waszym drugim krążku? Z tego co słyszałem ma być na nim jeszcze mniej folku niż dotychczas, nie obawiacie się że w ten sposób utracicie swój pewnego rodzaju znak rozpoznawczy?
Nowy materiał jest już właściwie nagrany, mam więc nieco więcej danych, pozwalających mi wypowiadać się na jego temat. Wciąż jednak trudno jest mi powiedzieć jak nowa płyta będzie się miała do „Wziemiozstąpienia”. Jedyne co mogę rzec z całą pewnością, to to, że będzie znacznie dłuższa ;) Elementów stricte folkowych faktycznie jest na niej nieco mniej. W sporym stopniu ograniczyliśmy ilość partii gitary akustycznej, co jednak absolutnie nie oznacza, że z niej zrezygnowaliśmy. Korzystamy z niej po prostu w sposób nieco bardziej oszczędny i wyważony. Zdajemy sobie sprawę, że partie akustyczne stały się dla nas swoistym znakiem rozpoznawczym i nie zamierzamy z nich tak łatwo rezygnować. Z drugiej strony nie chcemy wciskać akustyków na siłę, tam gdzie nie do końca by pasowały. Wprowadziliśmy pewne nowe elementy brzmieniowe, nowe dla nas rozwiązania kompozycyjne, ale to wciąż muzyka spod znaku Jarun i każdy, w miarę otwarty słuchacz, jeśli tylko podobał mu się nasz debiut, powinien również odnaleźć się na nowym materiale. Płyta będzie na pewno bardziej rozbudowana, wydaje mi się, że również ciekawsza i oryginalniejsza. Podobnie jak na „Wziemiozstąpieniu” utwory są dość mocno zróżnicowane pod względem stylistyki, charakteru, czy tempa i materiał jako całość zdecydowanie nie powinien nużyć. Tak naprawdę sami jesteśmy bardzo ciekawi efektu końcowego i już nie możemy się doczekać, kiedy będziemy mogli posłuchać gotowego, zmiksowanego materiału. Mam nadzieję, że nastąpi to już wkrótce.
13. Wasz debiutancki materiał wydaliście samodzielnie. A jak to będzie wyglądało w przypadku nowego albumu - zamierzacie tym razem szukać jakiegoś wydawcy? A może już go macie, tylko się nie chwalicie? ;]
Nadal nie posiadamy wydawcy i nadal go nie szukamy. Nowy materiał wyjdzie naszym własnym sumptem. Być może po ukazaniu się nowego krążka zaczniemy się za czymś rozglądać, ale to nie jest takie pewne. Dużo będzie zależało od tego, jakie wrażenie zrobi ta płyta, jak zostanie odebrana, a przede wszystkim jak my sami będziemy do niej podchodzić.
Cenimy sobie swobodę i niezależność związaną z samodzielnym wydawaniem naszych materiałów. Jedynym minusem jest to, że nie jesteśmy w stanie dotrzeć do tak szerokiego grona odbiorców, jak byśmy sobie tego życzyli. No ale coś za coś.
14. No właśnie, kiedy tak poza tym możemy się mniej więcej spodziewać nadchodzącego albumu i jak brzmi jego roboczy tytuł?
Jesteśmy już na dosyć zaawansowanym etapie nagrania, no ale jak to zwykle w naszym przypadku prace toczą się dosyć powoli. Problem w tym, że przykładamy ogromną wagę do jakości nagrania stąd ciągłe poprawki i zmiany. Optymistyczny scenariusz zakłada, że materiał będzie gotowy w okolicach marca. Kiedy ukaże się w fizycznej formie ciężko nam przewidzieć, ale chcielibyśmy by nastąpiło to jak najszybciej. Chcemy mieć już z głowy ten etap i zająć się koncertowaniem, no i oczywiście tworzeniem materiału na kolejny krążek.
Co do tytułu to niestety wciąż go nie ma. Uporałem się już wprawdzie z większością tekstów, ale wciąż nie mam pomysłu na tytuł. Chciałbym, żeby był równie mocny i znaczący jak „Wziemiozstąpienie”, ale wydaje mi się, że trudno będzie to osiągnąć. Tak więc, nie jestem w stanie zaspokoić Twojej ciekawości w tej kwestii. Szczerze mówiąc sam chciałbym wiedzieć ;)
15. Poza działalnością studyjną jakiś czas temu postanowiliście także podjąć się występów na żywo. Pytanie numer jeden brzmi więc: czy było warto, czy może wysiłek włożony w występy nie jest jednak adekwatny do odczuwanej satysfakcji? Pytanie numer dwa: kiedy i gdzie fani będą mogli znów oglądać was na scenie?
Oczywiście, że było warto. Granie na żywo to moim zdaniem esencja działalności każdej kapeli. Występy sceniczne dają nam zawsze kopa, podładowują baterie i sprawiają, że chce się więcej. Oczywiście bywa różnie. Zdarzają się koncerty, z takiej, czy innej przyczyny kiepskie, które w efekcie podcinają nieco skrzydła, ale to przypadki na szczęście rzadkie. Większość występów, jakie dotychczas zaliczyliśmy podchodzą pod kategorię tych udanych. I oby było ich jak najwięcej.
Jeśli chodzi o drugie pytanie, to jak już wiesz, rozstaliśmy się jakiś czas temu z naszym dotychczasowym perkusistą i siłą rzeczy nie jesteśmy chwilowo w stanie występować na żywo. Z tego powodu musieliśmy zrezygnować z kilku naprawdę ciekawych propozycji koncertowych. M.in. z występu w Poznaniu, na imprezie z okazji XX-lecia Perunwit, czego okropnie żałujemy. Na szczęście mamy już kandydata na zastępstwo. Niestety nic nie jest jeszcze stuprocentowo pewne, dlatego nie przesadzam z optymizmem, ale mam szczerą nadzieję, że już wkrótce wrócimy na sceniczne deski. Oczywiście po wydaniu nowej płyty zamierzamy koncertować jak najwięcej w ramach jej promocji. Najłatwiej pewnie będzie na nas trafić gdzieś w naszych rodzinnych stronach, w Krakowie czy w Nowym Sączu, ale już teraz mamy kilka ciekawych propozycji koncertowych z różnych stron - kilka dat w Czechach, na Słowacji, ale również np. zaproszenie na festiwal w Wolinie, z którego, mamy szczerą nadzieję, uda nam się skorzystać. 16. OK, na koniec poza promocją własnej twórczości prosiłbym Cię o wsparcie paru innych artystów ;] Tak więc do rzeczy: jakie albumy ostatnio wpadły Ci w ręce, i które z nich uważasz za naprawdę dobre. Szczerze mówiąc niewiele ostatnio słucham „nowej” muzyki. Wszedłem już chyba w ten etap, kiedy człowiek staje się sentymentalny i najwięcej przyjemności sprawia mu słuchanie rzeczy, które kręciły go w młodości ;) Jeśli już sięgam po coś nowego, to są to zazwyczaj krążki wydane przez zaprzyjaźnione z nami kapele. Z tych ostatnich zdecydowanie polecam najnowszy materiał krakowskiego Outre wydany jako split z zespołem Thaw. Naprawdę fantastyczna, interesująca i niebanalna rzecz. Niedawno ukazał się też debiutancki materiał naszych przyjaciół z nowotarskiego Aries Vehemens. Solidna dawka bardzo energetycznego, mocnego i konkretnego grania. Stanowczo polecam.
Z rzeczy nie wydanych przez moich znajomych poruszyła mnie ostatnio i to dosyć mocno płyta Jex Thoth „Blood Moon Rise”. Dawno nic nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia. I to właściwie tyle. Reszta nowych wydawnictw raczej mnie ostatnio rozczarowuje niż porusza. Nawet kapele, które kiedyś były dla mnie ważne i naprawdę robiły na mnie wrażenie, na swoich nowych krążkach jakoś nie potrafią mnie porwać i zaciekawić. Chyba tylko Carcass sprostał temu zadaniu ;)
17. Dobra, to by było na tyle. Wielkie dzięki za czas poświęcony dla mojego magazynu i powodzenia w przyszłości! Ostatnie słowo należy tradycyjnie do Ciebie.
Wielkie dzięki za wsparcie i za miłe słowa pod naszym adresem. Pozdrowienie dla Ciebie i wszystkich czytelników. Mam nadzieję, że spodoba wam się to co mamy do zaproponowania na nowym krążku. Do zobaczenia na koncertach! Dzięki!
---
Zdjęcia: archiwum zespołu.
Wywiad przeprowadzony dla HA'Z przez Vladykę (2014). Z łaski swojej nie kopiuj go bez mojej zgody. Uszanuj pracę bliźniego swego.
What is Korpiklaani propably every fan of folk metal knows. This is one of the most influencial band on the scene. In circles of grim, cult pagan metalers it is considered as a shame. Yet fortunetely I not one of them, so I can with a clear conscience describe you what "Manala" contains. Some of you may also say that I am a hypocrite, since I very often write how I disguist modern jolly-polka folk metal bands. Yet in my opinion Korpiklaani is something more than only merry glorification of alcohol, and I'll try to show you it in this short review.
The album begins in a very weak style - two first tracks are very bland. Really - no lively melodies, no relish of melancholy - nothing! Luckily after'em we can listen to the best track on this album "Rauta". This pulsatory bass, vivacious melodies and a bit "shamanic" relish makes it a perfect hit for a concert! Also vocals make a good impression - if you have ever heard finnish language you know that it can be so damn catchy! This is how Korpiklaani's music should sound.
Next tracks are not as good as "Rauta", yet they still keep the unique atmosphere of Korpiklaani's characteristic music. Sometimes it is more metal ("Ruumiinmultaa"), sometimes more melancholic (like a great song "Synkka") and sometimes the music turns into more merry fields. So Finns are giving us again more or less the same. There is nothing innovative here, but if somebody likes their previous works he should also like "Manala" (if, as me, hadn't listen to their every album though). Especially that this merry side of their music is now a smaller part, and that's very good in my opinion. And by the way the album is sung only in finnish - I really like that. Finnish language fits such music much more than english. I also appreciate how much this music is filled with traditional folk music of this region - it is so original that you can't mistake it with any other.
Some people say that Korpiklaani is a one, big joke with this merry singing about alcohol and other silly stuff. Yet first of all - that's just one side of the coin. More melancholic tunes are alwas important part of every Korpiklaani's album. And secondly - I think that what Korpiklaani is doing is in 100% authentic. The music recorded for this album is clearly played by people who love doing what they're doing. They claim that they are not pagans, yet their band is more "pagan" than many other true Heathen, Kvlt and Evil Hordes. Paganism is an affirmation of life, both this happier and sadder sides. And on "Manala" the band shows it again. Maybe it is not as good as the genius debut album "Spirit of the Forest", yet it s still quite nice.
Rate: 6+/10
Vladyka
P.S
I could rate it on 7/10 if not those two first tracks, which are horrible.
Note: this article describes only women's position in pagan societies, mainly in the context of local laws. I skip here the situation of roman and greek women ('cause everybody learns about it in school. At least here in Poland...) and will focus on germanic, slavic and baltic people. Their laws were very similar, so there is no point in dividing this topic unto three different parts.
About celtic women you will read in an article describing the role of female element in celtic myths.
Mund
Mund (old germanic mundo, or latinized mundium) was a privilage of the head of the family. It litteraly means "protection", and it belonged to the oldest male member of the family (understood as all persons related by blood). The men who had mund over the other person (children, wife etc.) had a right to decide for him about marriage, his political actions etc. This power wasn't absolute (as many people think), but was of course limited by the law. Moreover, this privilige was also a kind of duty - to protect the family against all problems and dangers. It was indeed a matter of honor, but also the law.
The institution of munduol was inherited. So for example when a father of the family dies, his oldest son take care of it. When he also dies, and there is no adult heir, the brother of the father take care over the family. Et cetera.
There was also many kinds of mund. Other was mund under your own child, other under a wife and other under your mother-widow.
Now, when this typically barbarian law is known to you, let me describe the situation of women.
Their situation
Woman of those times (and I mean something around VIII-XII century) was always under protection of man, whether they wanted it or not. The society was than very patrarcharne, which means that it was dominated by man. It was beginning since the girl's birth day. The father were deciding if he accepts her as his daughter or not. And sometimes he actually didn't - if he suspected that his wife was cheating him with another man. In such case the girl was left in a forest, and a wife was sent back to her father (or oldest brother/son).
The girl was raised only by mother (even with in those times father could spent quite many time with his children). Under her protection she was learning farm management, weaving, cooking. singing and of course how to influence men ;] Sometimes she was also learning how to fight, due to the fact that man (as a warrior) quite often was leaving his farm to raid some lands, or protect the tribal land. Eventually she could even became a shieldamaiden - a woman who decided to be a warrior (of course by a permission of her munduol). Altought it wasn't very popular (as pagan men weren't very happy to see women taking care of their traditional male activities) sometimes it happened - but only in the land of norse and russian people.
Most of the women became wifes. Icelandic family sagas show us clearly that very often a women were choosing husbands for their own. However sometimes father were urging them to get married with particular men. Just remember - the woman could refuse it. Forcing women to marriage was recognized as a big stain on the honor.
A marriage was a happy moment especially for the slavic fathers - because they were getting a big amount of wealth (or money, or land) for mund of his daughter. It is also important - a new husband was buying a mund from his wife's father, and not a wife as a person! It means that he was becoming a new protector of a woman. And by the way - a woman was also receiving her bride price just for her, as her own property. It wasn't a small thing - norsemen were able to give for example equivalent of annual profit of local forges. I don't have to mention that blacksmiths were one of the richest persons in such societies?
The women hadn't - of course - any political rights, but quite often they had a big influence on their husbands. Norse sagas describe many situations when men (like Sigurd) were taking advice of their wifes, or when woman had quite a big power and prestige in a whole scandinavian world (like Sigrid, a sister of polish prince Mieszko I).
But what happened when woman was abused in her home, she got raped by her husband or her spouse was insolvent? Well, she could ask her relatives to prosecute prepetrator of her misey on a local thing. She couldn't do it for herself, but a family was supposed to defend her in such situations. If he won a trial, she was free to go under a mund of her father/brother/oldest son. As a widow/divorcee she was receiving a right of re-marriage - from this time she could got married with whoever she wanted to. SHE was a side who was negotiating marriage, and not her munduol.
So to conclude - the position of women in pagan societies was different than most of people think nowadays. In his work "Germania" Tacitus, a roman historian (56-117) was astonished how much freedom had germanic women (comaring to the situation of roman ones). The rights of pagan women were old, and well preserved through ages. Because pagan men, even if they were dominating in the society, understood very well how important to them were their daughters, wifes and lovers.
Books:
K. Modzelewski - "Barbaric Europe" ("Barbarzyńska Europa")
The limited paper edition of the first Heathen Altar Maga'Zine issue
will apear in 2014 - around February or March. It will contain every interview and all of the reviews
from this site + some articles about paganism and history. Possibly you
will find there also some extra adds. If you have any suggestions -
contact me: heathen.altar@gmail.com
BTW - I will be propably looking for somebody who is skilled in drawing. If you want to help me - you know how to find me.
Percival is a side-project of folk metallers from Percival Schuttenbach. This polish band released in 2012 an album entitled "Slava!", which will be a part of slavic trilogy. This album is focused only on the traditional songs of South Slavs (click to learn more).
Hmm, and what can I say? The previous album album was good. Maybe it wasn't a revelation, but it was a good piece of music inspired by the early Middle-Ages' tunes. But sorry to say, "Slava!" is worse. Moreover - in some moments it's indistinct. Let's take, for example, the second song "Delberino". The song is not very dynamic, instruments are not outstanding in this track and the vocalists sing like if they do not wanted to do it. Tragedy. There are though here some tracks that are interesting like e.g. "Gusta" or "Karanfile" with a bit mysterious atmoshphere. But most of the tracks are mediocre. Yes - not bad, but also not good. Just mediocre. I know some of these tracks in other arrangement by artists from Balcans - and they have much more power and energy than Percival's versions. I don't know why - maybe because of the southern temperament, maybe because people from Balcans know better their own culture. But anyway they are better in performing this kind of music.
The other case are instruments. In my opinion - if you want to play a music from certain region, you should use instruments from this region. However Percival is just using their own instruments, inspired by Middle-Ages stuff. Sorry to say, but I don't like it. It was OK on the previous album, but here it doesn't fit the music at all.
Generally speaking if you are doing something, and you want to listen to some uncomplicated music this album will be a nice soundscape. But if you want to listen to some real, energetic folk music let better seek for something else. There are much better balcan folk albums than this. What a shame that this one sounds so poor, but I hope that the next Percival's album will be better. There are no many talented folk musicians here in Poland, and these guys are one of them. I wish they won't waste their talent.
Today I would like to present some oldschool folk metal bands, which should be very influencial for the genre and which are (more or less...) forgotten. It should be interesting especially for the younger fans - however old maniacs can reminisce :)
Sabbat (UK)
Actually it is not a typicl folk metal. But first of all - this is the band that was an fundament for creating Skyclad. And secondly - it has some folk relish.
Founded in 1985
The band doesn't exist anymore Metal Archives
Skyclad
Is considering as a first folk metal band ever exist. It's defenitely something that every fan of this genre should at least briefly know.
The band is from Sweden, and their music bases on traditional swedish folk songs. Lately Vintersorg (from Borknagar) stated that his going to release new Otyg's album - I hope for something good!
This was a side-project of Fenriz from Darkthrone. The music had more black metal relish, yet it was inspired by traditional scandinavian tunes. Especially interesting is an album "Hostmorke"
Another project of Fenriz, founded together with a singer Kari Rueslatten and Satyr from Satyricon. They released only one album "Nordavind" - yet very interesting in it's musical form!
OK, let's start this review with the only flaw that "Asa" has: the cover could be better. Really, Bierstadt is a great painter, but this particular artwork is only not bad. Of course in some way it represents the atmosphere of the album, but still it's not stunning.
And that's it. Now prepare for the one, long complimenting (or ass-licking, if you want). The new Falkenbach's album "Asa" shows a pure genius of Vratyas. It is amazing how this men can create such a powerful material, even if he really didn't record anything new. Again. Yes, dear readers - Falkenbach doesn't develop nor changes it's music much. It's specific style can't be faked by any other band, and if you heard the previous albums "Tiurida", "Heralding" etc. you know what to expect. Most of the tracks (beside more diverse "Bluot Fuër Bluot") can be divided into two categories: the first one is a folk-epic side. These songs contain many parts of acoustic guitar, playing together with heavy riffs and clear, longing vocals of Vakyas. As always they are a bit nostalgic and a bit (only a bit) epic. Also, as on my ear there is less folk instruments this time. I don't know how this band do it, but it really sounds outstanding. The music contains some magic, that you immediatelly falls into the atmposphere of each hymn... Just listen to the single promoting this album - "Eweroun" - and you will understand that I am right.
The second category are tracks based on traditional black metal from the early 90s. And I will write it in that way: they are amazing! The riffs are dynamic as hell, and remind me again the best era in black metal's history. Just check out this opening riff from "I Nattens Stilta" - it's SO FUCKING INSANE! Or a genius riffs from "Stike Wound" with the polka-beats in the background! By the way it can be clearly heared that Vratyas had well chosen his line-up. The musicians proof that they are really experienced, and their abilities can be seen here perfectly. The heavier side of "Asa" is absolutely not complicated (like the softer side, to be honest), yet the music is so memorable... You can clearly hear an ancient spirit of this music.
"Asa" is one of the greatest albums of this year, if not best. A must-have for fans of pagan and epic metal.
Din Brad is a neofolk side-project of Negru - a drummer of Negura Bunget. It's music bases on the romanian traditional folk tunes, and "Dor" is his (their?) first release.
I have a problem with this album, but it's hard to say why. First of all, I don't like when keyboards are overused in any music - and "Dor" is full of electronic tunes in the background. There are moments when it sounds really amazing ("Doina", for example) but there is also time when they are making music a bit worse. Yes, only a bit - thankfuly it doesn't ruin music.
Another flaw of this album are a capella tracks - so without any music, only pure work of the vocalist. When I heard first of them ("Poarce'n Suflet Greu Pacatu") I was astonished - as it was great. Generally speaking vocals (one male and one female) on this album are done in the traditional, carpathian style. People who lives in those mountains are very specific, and such is also their music - you cannot mistake it with anything else. So I was surprised, especially when I understood that it sounda similar to the singing of polish highlanders. But then I discovered that there is too much of it - it's simply tiring, and the album looses it's power and cohesion. In my opinion that was a very weak idea - one, or maybe two a capella songs would be great, but five? Come on!
OK, I complaint a bit, now it's time to compliment :) All this flaws bleak (even if not completely...) when you listen to this album gently and alone. As I said, the carpathian way of singing is specific and Din Brad successfuly forged it into a hypnotic, mysterious soundscape. Such tracks like "Durere", mentioned "Doina" or "Cine Iubeste Ci Lasa" (which bases on traditional romanian song, just in new, darker arrangement) are so charged with emotions that you cannot pass them without paying any attention to them! The album is really amazing, so really too bad that those a capella tracks weakens the atmosphere of this release.
Well, to sum it up: the album is worth your attention (if you like neofolk music, of course). It draws you to the mystical trip through the carpathian's valleys - a place of mystery and darkness (how poetic I am, haha)... Before I end this review, I would also like to add that I've seen this band onstage on the concert here in Poland. The music sounded even better than on CD. So if you will have this oportunity - I recommend you to see their show for your own. It's a beautiful, nostalgic trip, really...
Rate: 8/10
Vladyka
Here you can listen to the official track from Youtube:
This album is a compilation of previously unreleased material. It contains only four songs, and lasts for circa twenty minutes. Here you can read more about it and actually listen to it for free - as it's available on Kroda's bandcamp. I may only add that the physical version (limited digipack) will be released by PTF in the beginning of November. For those who are not familiar with this band I will write few word why it's worth to have it in your collection.
And it's woth because it shows a bit different face of Kroda. The first track is played (as it's written on bandcamp) in a viking rock style, and bases on traditional nordic song. The main vocals are a female one, while the howling of Eisenslav is a bit on the second plan. In my opinion it sounds very good, and it would be interesting if a band adopted such elements on a new release.
The rest of the material is more typical for this project. "Nemesis" is a german folk song, played on traditional ukrainian instruments (sopilka etc). If you heard "Oj na Gori..." from "Funf Jahre Kulturkampf" you can be sure that it sounds really (let's not be affraid of that word) nice. This track is also a good break between "Werwolf" and "Der Scharlachrote Tod". Both of those tracks are covers - the first one is Temnozor's, while the second one is Absurd's. It's not a big secret that Kroda knows how to play in interesting and ass-kicking way music of someone else. "Werewolf" is a bit different than the original, and moreover it's so full of energy that it looks a bit strange how only one person can make such a gehenna! The last track is like his predecessor a guts-grinding piece of brutal art, except it's a live version. And well, it just proves that Kroda is a beast on the scene!
I listen to "Varulven" whenever I can, and I am already preparing some money to buy the upcoming digipack. To everyone who is a fan of this ukrainian band or is simply interested in pagan/folk metal scene I recommend to do the same. A short, yet very good release.
Rate: 8+/10
Vladyka
Tracklist:
1. Varulven
2. Werwolf
3. Nemesis
4. Der Scharlachrote Tod (Absurd cover)
Deamonia Nymphe is from Greece (although now they reside in London) and was founded in 1994 in Athens. The band is playing music inspired by ancient tunes and old greek poems praising Zeus and other olympic gods. "Psychostasia" is their 5th full-length album.
As you might guess looking on the title the music of those Greek is not a jolly melody but more soulful kind of playing. We can find here some more happier moments (with best example - "Deo's Erotas") but it always keeps some kind of dignity. Most of the time Daemonia Nymphe's creativeness is in many parts full of theatrical relish like e.g. very sensual track that I am listenning in this moment - "Selene's Awakening Horos". Or the next song "Politeia of the Unnamed" with beautiful vocals performed by Evi Stergiou. Her voice is here the most important - it is creating an amazing, oneiric atmosphere. Sometime it can be even a bit disturbing ("Nature's Metamorphoses") and sounds like a soundtrack to some old mysteries. In those moments I am stunned and can't think completely about anything. I just listen to the music like hypnotised. I am not some kind of scatterbrained pussy but this music really stimulates reflections... The only problem with "Psychostasia" is that it's way too short - only 40 minutes. Come on guys, you spent five years to record this album! But from the other side I can simply press a replay button (which I do very often) so this can be forgiven.
"Psychostasia" proves also once again that sometimes simple yet well played music can be much more interesting than some indistinct, complicated and avantgarde crap. The instrumental section based on greek folk instruments sounds really good. It perfectly cooperates with the voice of the female singer (and from time to time also male). And by the way - it's interesting to hear instruments that you have seen on vase paintings in school during history lessons :)
Daemonia Nymphe recorded again a perfect album, taking you back in time to the mysterious, ancient times... If you liked their previous works or you are simply a fan of neofolk you should immediately get this album. It's a good alternative for all those celtic and nordic folk albums that are so popular these days.
This is the 5th album of ukrainian black/folk metalers from Kroda. Or maybe I should write "metaler", because this is also the first album released after leaving a band by one of the co-founders - Viterzgir.
Well, I am not sure if this is beacause of line up changes or not, by "Schwarzpfad" is much more rawer material than the previous ones. The ukrainian folk instruments are reduced here to minimum. But don't worry - Kroda haven't loose it's original sound. Traditional instrumentation this time is being used not to create an atmosphere, but to just highlights it. I love their previous stuff, but as for me that kind of playing is also pretty good! It can be clearly heard that Eisenslav decided to create much more darker compositions, and so to use more keyboard instead. It really works, the music is more mysterious and even a bit depressive. Just listen to this weird, haunted ending of the second track "Universal Provenances" which I am listenning now - it makes overwhelming impression.
Predominatingly characteristic, possessed vocals are howling desperately about the upcoming end of the world, guitars are mostly grinding listeners' ears with quite melodic, yet still very raw riffs and drums are quickly striking rhythm heralding the upcoming Ragnarok. Yet quite often everything turns into slower, more melancholic areas with usage of folk stuff or just acoustic guitars. But of course as I have written before don't expect another "Cry To Me, River..." because this time Korda explores more gloomy fields. The last novelty is the ending track "Cold Aurora", entirely composed as an cold, ambient thing. Most of the bands which tries to compose such things are just boring me to death, but in this case it's a great example how to end the album in a big way.
To make it quick, generally speaking I am glad that Eisenslav do not goes the easy way, but still tries to create something fresh. "Schwarzpfad" is a great piece of black metal art. The maniacs of that kind of playing should immediately get this album, if they haven't already do it. All hail Ragnarok!
Ok, I must admit - I was biased when I saw the image of this american duo. When I saw the cover art of this EP and learnt something about their music and lyrical concept my bias has only increased. You see, Moss of Moonlight plays Black/Folk metal, with many female vocals. Additionaly the musicians are married. Because of that I was expecting a complete disaster, dressed up in some gothic or pseudoromantic attire.
Fortunetely I was totally wrong, and once again I've learnt that you shouldn't judge a book by it's cover. Yes, there are many female vocal parts, but they don't sound like another UnSun. MoM focuses on creating a ritualistic, pagan atmosphere close to neofolk projects like e.g. Wardruna. Most of the tracks are pretty long (lasting more than 10 minutes), and so there is a lot going on here. Traditional instruments are being used frugally, and thanks to that the specific atmosphere of this EP is only highlighted - I really don't think so that noisy, fast folk parts would fits here. If you don't believe me just listen to the last track on this release, and you will understeand me. "Hraefne" is a track almost completely composed in neofolk/ambient vain - but this shamanistic attitude is present in every song.
Mentioned female vocals are very often the element creating folk, a bit nostalgic atmosphere (like e.g. in the first track "Gaet" or middle part of "Catte"). Together with many slow guitar solo passages it sounds very interesting. Jenn (a vocalist) is often supported in singing by her bandmate Cavan. He sings both harsh and clean vocals, and I must say that I like both of these styles, especially when they turns into this more haunted, shamanistic areas.
A black metal parts neatly interweave with those ritualistic ones. The music flows very smoothly, and it's a true pleasure to listen to it. The only thing that I have mixed feelings about are the moments when a band sounds a bit like some power metal from Finland - and this stick mostly to the opening track "Gaet". This song seems to be a bit messed up - when I listen to it I always have the impression that in some moments the band doesn't know what they want to do. The music looses (ironicaly) immediately the power, and unfortunetely smear the musical concept. Too bad, happily each additional track is getting better and better. There is a hope that another album will be created without such failures.
Moss of Moonlight created a good album, mixing many of their inspirations into the interesting dish, flavoured by a pinch of originality. It tastes pretty good, although I hope that another material will be a truly satiating portion of some musical masterpiece.